D&D – Descent into Avernus – Dragica [2.09]

Bohaterowie przyłączają się do konkurencyjnej ekspedycji polarnej…

Bohaterowie Graczy

Andrzej – Alef Senurset Serafin – Protector Aasimar /  Light Domain Cleric 5 / Hermit / Lawful Good

Kadu – Nahir Whitepeak-Rael – Mountain Dwarf / Oath of Conquest Paladin 5 / Guild Artisan / Neutral Good

Gosia – Erika Savikas-Hamaad – Tiefling / School of Divination Wizard 5 / Sage / Chaotic Good

 

W poprzednich odcinkach

Bohaterowie odnajdują pod Wrotami Baldura leże starożytnego białego smoka. Do tej pory, pod okiem srebrnej smoczycy Miirym, Glazhael zachowywał się cywilizowanie, jednak z jakiegoś powodu zdziczał i poleciał na północ, do domu ojca. Bohaterowie ruszają jego tropem, gdyż zabrał ze sobą elfią księżniczkę. A obiecali sahuagince Oshalli, a jakże, uratować ją. Erika ma nie-cichą nadzieję na ujarzmienie smoka.
Jak tylko wpływają na Morze Ruchomej Kry smok nie tylko nie jest łaskaw dać się wytresować, ale wściekle atakuje. Paladyn Nahir ginie. Bohaterowie uciekają na znajdujący się nieopodal statek drugiej ekspedycji polarnej, płynący pod kierownictwem Dragicy Blackhammer.

Przygoda

 

Erika wtula się w złotą sierść Hollyfanta i zwierza mu się:

– Zobacz co zrobiłam Trębaczyku. Nahir przeze mnie zginął. Po co ja ich tutaj przyprowadziłam? Po raz pierwszy żałuję swojej decyzji. Przecież powinnam była to przewidzieć! Co się ze mną dzieję? Wstyd mi Trębaczyku, nie wyjdę z tej kajuty.

Tymczasem Serafin Alef nachyla się nad zamarzniętym ciałem Nahira. Panuje grobowa cisza. Łzę uroni Rilsa i Jonasz. Kładzie dłoń na ciele krasnoluda. Kładzie na nim klejnot Jasmal. Wszyscy z nadzieją wpatrują się w kleryka. On uderza w pompatyczny ton.

– Paladynie Nahirze Whitepeak! Na Moradina! Larum grają! wojna! smok w granicach! A ty się nie zrywasz? młota nie chwytasz? Co się stało z tobą, paladynie? Zaliś swej dawnej przepomniał cnoty, że nas samych w żalu jeno i trwodze zostawiasz?

Zapada cisza.

– Świątynie nasze w zamienione w kurhany martwych. Miasta porwane przez piekło. A ty nic nie robisz? Na Niebiosa! Moradinie spojrzyj ze swej siedziby. Oddaj nam tego, który zło odczyni! Miasta uratuje, lud powiedzie! Moradinie! oddaj nam czempiona! Salvatora!

Nahirze Whitepeak. Śnisz snem głębokim o zaspach śnieżnych, przez które z tak wielkim trudem musisz się przedzierać. Twoi przyjaciele są bezpieczni, ukryci na statku Krumna. Jeszcze nie wiedzą, że ich wkrótce również czeka taka wędrówka. Na razie mogą ogrzewać się w kajucie Rilsy Rael i Hamy, chronieni przed Dragicą iluzją Jonasza. Czy oni opłakują właśnie twoją śmierć?

– Cicho Rilsa, bo Dragica was usłyszy i na nic sztuczki gnoma!

Chciałbyś uspokoić swoją żonę, ale ona cię nie słyszy.

A ty musisz iść dalej. Dostrzegasz palenisko. Przysiadasz się do wędrowca, by ogrzać ciało i wysuszyć ubranie. To kobieta, kalimszytka, Jasmal.

– Dżinnko, ty tutaj? – pytasz zdziwiony. – Co robisz na takim odludziu?

– Tęsknię za moją córką. Chciałabym zaprosić ją do mego pałacu. Zapewnię jej luksusy, jakich nigdy nie zazna we Wrotach ani żadnym innym miejscu. Zaproś ją do mnie. Daj jej łzę z mego oka i wypowiedz życzenie, by wróciła do mnie. Wiesz, że potrafię się odwdzięczyć. Czego pragniesz Nahirze? Czy wrócić do swoich przyjaciół i swojej żony?

Ruszasz dalej, nic nie odpowiadając. Zostawiasz ognisko za sobą. Wspinasz się stromym zboczem i słyszysz zbliżającą się lawinę. Miliardy ton śniegu porywają cię ze sobą i zasypują. Gdy lawina zatrzymuje się, ty chwytasz za młot i próbujesz wygrzebać się z więzienia. Jednak kopanie trwa i trwa, a powierzchni nie widać. I wtedy ktoś chwyta cię za klamoty i wyciąga. To Dao, którą to ty niegdyś uwolniłeś z więzienia.

– Czego chcesz Dao? Nie powinnaś być w moim młocie?

– Udowodniłeś po wielokroć swoją wartość krasnoludzie. Przyda mi się taki pracownik. Będziesz dla mnie kopał po wsze czasy. Będziesz kopał w poszukiwaniu Darów Dumathoina i przynosił je mnie. Dołączysz do swych braci z Trollowych Szpon, którzy kopią dla mnie. Ale jeszcze nie teraz. Teraz wróć skąd przybyłeś. Przynieś mi więcej klejnotów i błyskotek takich jak ten, łza dżinnki.

Otrzepujesz się ze śniegu i ruszasz dalej, gdyż to nie koniec twej wędrówki, a ty jeszcze nie zdecydowałeś.

Wspinasz się na świętą górę. Wchodzisz do świątyni boga, którego strąciłeś z piedestału. Czy nie powinieneś zająć jego miejsca? Czy sam teraz nie jesteś bogiem?

Dostrzegasz ciemny kształt w rogu świątyni. Szepcze do ciebie.

– Tak! tak! jesteś bogiem! A być bogiem to być nieśmiertelnym. Umieść swą duszę w krysztale. A staniesz się nieśmiertelny. Tak jak ja…

Wychodzisz ze świątyni i stajesz na szczycie białej góry. Spoglądasz na palenisko u podnóża, na wykopaną dziurę w połowie zbocza oraz do zacienionego wnętrza świątyni. Gdzie kończy się twa wędrówka Nahirze?

Lód jest czasami tak czysty, że odbija niczym lustro. Krasnolud przeszedłszy długą drogę odbija się w nim i widzi, że ta struktura lodu załamuje się. Tak jakby to był szlachetny kamień. I im głębiej spogląda, tym więcej widzi własnych odbić, tym więcej rożnych, innych krasnoludów na niego spogląda. Wszyscy są bardzo podobni, ale każdy jest w jakiś sposób zniekształcony.

– Mówcie, radźcie mi co mam robić – wykrzykuje Nahir.

Sam nie wie kim jest tak naprawdę. W momencie gdy wypowiada te słowa wydaje się jakby był częścią chóru istot, chóru osobowości, które razem łączą się, ale w kogo? W Blackhammera czy Whitepeaka? Próbuje spojrzeć gdzieś za siebie, ale widzi że jest uwięziony w lodzie i nie może się poruszyć.

– Smok… – przypomina sobie mgliście. – Czy on mnie pokonał?

Wspomina dżinnkę, ale nie wspomina jej ciepło. Wspomina Dao, ale wspomina ją ze wstrętem.

– Cóż ja uczyniłem? Czemu oddałem moich braci krasnoludów w wieczną służbę przeklętemu demonowi?

Aż wreszcie spogląda w to coś. W czarną obecność w świątyni. I wtedy Blackhammer podpowiada Whitepeakowi:

– Z tym nie miałeś jeszcze do czynienia. Zagraj tą kartą.

I to właśnie jemu Nahir oddaje swój kryształ.

Demon Kostchtchie aż syczy z zadowolenia. A dusza Nahira zasklepia się w Arcykrysztale Dżinnów. We wcześniej przejrzystym krysztale pojawia się inkluz. Jak nie ruszysz kryształem wydaje się małym ziarenkiem. Ale jak tylko nim poruszysz, to rozmywa się w pół-białą pół-czarną maź, jakby ktoś bardzo gęstą kawę zmieszał z gęstym mlekiem. Dopóki ten kryształ nie zostanie rozbity, Nahir jest nieśmiertelny. Zaś jego skóra staje się twarda i zimna jak lód.

Nahir zawsze był niechętny Hamie, ale gdy się przebudza to wydaje się nikogo nie rozpoznawać, rozpoznaje tylko Hamę. Spogląda na nią i pierwsze słowa jakie wygłasza brzmią:

– Uważaj, bo dżinny jeszcze z tobą nie skończyły…

Po czym otrząsa się, z brody kapie mu lodowata woda, odpadają od niego kawałki lodu.

– Gdzie kryształ?

Serafin wzdryga się.

– To nie Niebiosa cię wskrzesiły. Cóżem zrobił? Cóżem zrobił? Nahirze, pilnuj tego kryształu. To bardzo ważne!

– Po wielokroć byłem już odmieniany. To nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz.

Hama, córka dżinnki chwyta za lodową dłoń Nahira.

– Wiem co się właśnie wydarzyło. Moja była matka złożyła ci propozycję. To samo zrobiła, gdy umarła Waywocket. Jasmal mogła ją uratować, ale w zamian chciała zabrać mnie ze sobą. Waywocket nie poświęciła mnie, by ratować siebie. Teraz ty zrobiłeś to samo. Dziękuję Ci, Nahirze.

Serafin sroży się.

– Skoro taki był efekt mej modlitwy, to może prawdą jest, że Niebiosa mnie nie słuchają? W takim razie kto mnie wysłuchał? Do kogo docierają te modlitwy?

– Słyszałem głos. To był szept, czarny i jednocześnie zimny.

Głos ten należał do demona. Nahir zabił jego największego wroga – Thryma. Ten demon odebrał wcześniej Thrymowi jego boski młot Matalotok oraz rząd dusz, władzę nad gigantami lodowymi.

Candlekeep. Rok 1484. Niebieski smok Valraun spogląda na swoją armię koboldów, hobgoblinów, doppelgangerów. Brakuje tylko jednego. Biały pośledni brat, ale wrażliwy na głos bogini. Pasuje do tej zbieraniny dzikusów. Jednak Glazhael nie zjawia się. Valraun rusza samotnie do boju. I przegrywa bitwę o zwój z zaklęciami Asmodeusza.

Jakiś czas temu. Undercity.

– Glazhaelu synu Cryovaina. Śpisz? O tak, ale już wkrótce ktoś zechce cię przebudzić. Nazwą cię swoim przyjacielem. Ale czy wybaczą ci, że ich zawiodłeś? Dadzą ci drugą szansę? A może zechcą wykorzystać do swoich celów? Ja jestem twoim przyjacielem, niemalże bratem. Urodziłem się blisko leża twego ojca. Nigdy go nie poznałeś prawda? Niestety zginął. I zabrał ze sobą największą z tajemnic. Koronę Wiecznej Zimy. Ale gdybyś odnalazł ją, stałbyś się potężny. Nikt nie śmiałby cię traktować jako swego narzędzia. Nikt nie wydawałby ci rozkazów. To król nosi koronę, a króla muszą słuchać wszyscy. Czyż nie tobie się nie należy, dziedzicu Cryovaina? Czyż to nie twoja scheda? Ferd Ise. Hellig Fjell. Dod Wyrm. Kong.

 

Przygoda

 

Kostchtchie

Serafin jest zafrasowany i przerażony tym co się stało. Co jeżeli nie wyjdzie żywy z tej krainy wiecznego lodu? To może być ostatnia szansa, by pomodlić się do swego Opiekuna. Kto w Niebiosach przypomni sobie, że jakiś Solar czeka na ratunek? Modli się do niego psalmem, który znają wszystkie niebiańskie istoty. Do tej pory to Solar modlił się do niego prosząc o uwolnienie, ale nigdy jeszcze Serafin mu nie odpowiedział.

– Nascius jest moim pasterzem. Chociaż szedłbym czarną doliną, zła się nie ulęknę.

Modlitwa być może dociera do Nasciusa, ale to nie on mu odpowiada. Słyszy szept, czarny i jednocześnie zimny.

– Uwolnisz, uwolnisz, ale nie tego, do którego się modlisz.

Nahir wyrywa Aasimara z zadumy.

– Teraz już wiem, że źle uczyniliśmy oddając Matalotok diabłom, ponieważ jego moc jest naprawdę potężna. Ten, który mnie ożywił, którego głos słyszałem podczas swojej wędrówki, zwie się Kostchtchie. Kiedyś był gigantem, a został półbogiem. Został nim dlatego, ze dorwał się do Matalotoka. Nie dziwię się, że diabły chciały go posiadać. Może się zdarzyć, że ten diabeł, który przyjdzie nam na pomoc, Princeps Kovik, będzie potężniejszy niż może nam się wydawać. Bo skąd swą potężną moc uzyskał Kostchtchie jak nie z młota? Nigdy nie powinniśmy byli go oddawać. A teraz część tej mocy przelał na mnie.

– Gdybyś zatrzymał ten młot dla siebie, to czy sam potrafiłbyś go oddać? Czy dopiero sama Zariel ze swymi zastępami musiałaby rzucić się na ciebie, aby zabrać ci go na wieki?

– Dlaczego miałaby mi go zabrać? – nie rozumie Nahir.

– Otóż to! Klątwa Matalotoka! – kwituje Alef.

– Ale jak Thrym mógł stworzyć tak potężny artefakt? Przecież z łatwością go pokonaliśmy. Czyżby dzieło przerosło mistrza?

– Gdy z nim walczyliśmy miał swego młota.

– Czyli prawdą było to co słyszeliśmy o Matalotoku. Od każdego przez kogo ręce przeszedł zgarnął trochę mocy. Tym bardziej powinniśmy go zabrać z rąk diabłów. Ponieważ on nasiąknie diabelną mocą!

 

Kostchtchie znany także jako Kniaź Gniewu. Demoniczny Lord. Znienawidzony przez krasnoludzkiego boga Ojca Bitew Clangeddina Srebrnobrodego.

Piastun gigantów lodowych. Zabrał boski młot Matalotok jego stwórcy – Thrymowi. Tym samym odebrał boską domenę Thrymowi i sam stał się półbogiem gigantów lodowych. Pod jego władaniem przestali być morderczymi dzikusami. Uformował ich na czarnoksiężników.

Urodził się jako śmiertelnik, lecz fizycznie zdeformowany. Wkrótce okazało się, że także psychicznie. Z zemsty zdradził i zamordował swoich bliskich, którzy gardzili nim od urodzenia. Gołymi rękami zmiażdżył czaszkę przywódcy swego klanu.

Kostchtchie użył mrocznej magii, by przenieść swą duszę do czarnego diamentu. Tym samym stał się nieśmiertelny, a jego nieśmiertelne ciało wciąż rosło i rosło, nabierając coraz większej siły i masy. Celestianie długo nie mogli go pokonać. Dopiero gdy odkryli sekret jego mocy, zmiązdżyli kryształ, a jego duszę wysłali do Otchłani.

To nie przeszkodziło mu odrodzić się w jeszcze bardziej demonicznej formie i stanąć na czele armii demonów w Avernusie w Wojnie Krwi. W 1492 roku został jednak pokonany i uwięziony przez Arcydiablicę Zariel. Stracił tym samym swoją ulubioną broń Matalotok.

 

 

 

 

Powiernik duszy

Nahir zastanawia się co zrobić z kryształem. Nie może go nosić przy sobie, bo wtedy cały sens jego istnienia pryska. Kto zatem powinien go nosić?

– Myślę, że ty powinieneś go nosić – mówi Nahir i spogląda na Trębaczyka. – W końcu jesteś Niebianinem, a dokąd powinny trafiać dusze, jeżeli nie do Niebios.

– Mam zatroszczyć się o niego, tak jak zatroszczyłem się o twego syna Haseida oraz przyjaciela Mavila? Mam zabrać kryształ do Celestii?

– A może do Seskergates? – proponuje Erika. – Nie ufam Celestii, aż tak bardzo. Ale siostrze ufam.

Po namyśle Nahir nie chce oddawać swej duszy do Niebios, skoro jeszcze żyje. Przyznaje też racje Erice. Bogowie mogliby roztrzaskać w każdej chwili jego duszę, gdyby uznali Nahira za zagrożenie. Dlatego poleca Trębaczykowi ukryć kryształ w Seskergates.

– A nie chcesz przeszczepić duszy z powrotem do ciała? – upewnia się Erika.

– Nie wiem jakie byłyby tego konsekwencje. W końcu tę duszę wyrwał z ciała Kostchtchie. I nie mam pojęcia dlaczego. Jaki interes miał demon dając mi nieśmiertelność?

 

Dragica Blackhammer

Dragica, siostra Nahira, nie wie, że jej statkiem podróżują pasażerowie na gapę. Rilsa, Hama i Jonasz zakradli się na statek, by ją szpiegować i zobaczyć co knuje. W jaki sposób podróż do Svardborg ma służyć zemście Dragicy Blackhammer na Dillardzie Portyrze i pozwolić jej zdobyć Wzgórze Jastrzębia Płowego?

Agenci do tej pory ustalili, że:

– Na pokładzie znajdują się dwie machiny wojenne – sterowiec i pojazd. Jedna lata, druga jeździ i rozjeżdża.

– Statkiem płynie oddział najemników – „smokowce” Dragicy. Jednak wcale nie zachowują się jak drakoni. To jakaś podrzędna hołota. Pewnie koboldy i hobgobliny, ale w barwach smoczycy Tiamat wyglądali jak drakoni.

– Hersztem najemników jest niejaki V. On jeden wygląda zupełnie jak Drakon i nawet zachowuje się jak zły gad. To okrutnik, rządzi twardą ręką. Nosi na sobie pancerz błogosławiony piorunami niebieskiego smoka Valrauna.

– Dragica ogarnięta jest jedną myślą – zemsty na Portyrach i zdobyciu Wzgórza. Nie mówi nic o żadnym białym smoku.

– Farouk nie odstępuje Dragicy na krok. Jej to zdaje się schlebia, choć ciągle mu przygaduje i nazywa pogardliwie szpiclem.

– Rilsa wyczuwa od Dragicy tajemniczą, magiczną moc. Rilsa coś podobnego wyczuwała, gdy Erika przepowiadała przyszłość Imbralymowi w Akademii Verdashir podczas balu u szacha.

Krumn

Bohaterowie zakradają się na mostek. Kapitanem statku jest ich stary druh, krasnolud Krumn.

Dragica wynajęła Krumna, by dopłynął do Svardborg. Krasnolud nie chciał brać udział w wyprawie polarnej dla samobójców do krainy smoków i gigantow, dlatego zażądał nierealnej ceny. Dragica zapłaciła ją z góry. Nie zadawał już pytań.

Krumn słyszał o wyspie Svardborg tylko tyle, że nazywana jest Świętą Górą i tam udał się Balduran w swą ostatnią podróż. Potem przepadł bez wieści. Został po nim tylko Hełm, Płaszcz, no i miasto.

Nahir pokazuje Krumnowi Płaszcz Baldurana.

– Spotkaliśmy to co z niego zostało. Zaklęty pod swoim własnym miastem był sługą tego, którego napotkał. Półboga Thryma ze Svardborg. Teraz półboga już nie ma, a Płaszcz mm ja.

– Obyś nie skończył tak jak on i przez wieki nie mógł umrzeć w zapomnieniu.

Krumn radzi bohaterom wyjść z ukrycia. Dragica Blackhammer wie co to krasnoludzki honor. Nie każe wyrzucić swego rodzonego brata za burtę. Nahir zaprosił ja na wesele, choć zmienił nazwisko i wyrzekł się rodu. Ona zaś skorzystała z gościny, choć rości sobie prawo do tytułu szlacheckiego Nahira. Mimo waśni i różnic darzą siebie szacunkiem.

Bohaterowie przeglądając mapy północy opowiadają Krumnowi o napotkanej białej bestii, która zniszczyła ich statek. Krumn podaje gnomią lunetę i wskazuje na tamto miejsce. Widać jak grupa gigantów lodowych ciągnie po krze lodowej wrak ich statku.

– Dla nich to jak trofeum. Rozbite szczątki pomniejszych pokurczych ras, które próbowały wtargnąć na ich terytorium. Śmieją się z tych zamarzniętych trupów naszych marynarzy.

– Takie same motywacje miał Thrym, ciągnąc ze sobą swe trofea do twierdzy Baldurana i sam Balduran był jego trofeum.

Bohaterowie z pomocą magii próbują skontaktować się z sahuaginką Oshallą Sztorm-Babą. Zostawili ją na statku.

– Zostałam uwięziona przez gigantów. Zabrali nasz statek. Ukryłam się na nim, ale nie mogę wyjść, gdyż zauważą mnie. Dookoła jest mnóstwo innych wraków. One tworzą jakąś tajemniczą strukturę.

Ale co innego niż widok gigantów lodowych trwoży Krumna bardziej.

– Zbliża się sztorm!

Nadejście nawałnicy zapowiadają poruszenia lodów, ciągnących się tak daleko, jak tylko wzrok może sięgnąć, i dalej, wydaje się że za horyzont. Cała powierzchnia lodu jest jednym kłębiącym się chaosem. Ławica kry lodowej jest olbrzymia i gęsta. Nadciągający podmuch mrozu ścina kry w zbitą masę. Ruch lodów odbywa się powoli, jakby z namysłem, nieuchronnie w stronę statku.

 

Zahipnotyzowana

Erika sprawnie posługuje się jasnowidzeniem. Bez problemu czyta wizje Dragicy Blackhammer:

„Tak, uwolnię cię bogini. Ale moje plany są teraz ważniejsze! Ogrody Rilsy Rael? Co za zniewaga! Wzgórze. Nie, nie, nie Wzgórze Whitepeak. Wzgórze Blackpeak! Daj mi Wzgórze, a potem będziesz mogła się tamtędy wydostać. Ja ci to wszystko sprawię. Tylko daj mi je. Daj mi je. Daj mi je. Dlaczego nie chcesz mi dać mojego Wzgórza? Po to przecież obudziłam go. Rozkazałam mu! Dlaczego się nas nie słucha? Miał polecieć na Wzgórze i wypalić chwasty. Po co tutaj przyleciał? Ty mu kazałaś? Czy to kara? Nie ufasz mi? To dlatego, że nie oddałam mu Twego daru? Ale przecież tylko tak mogę rozmawiać z tobą! On jest mój! Nie po to przyłączyłam się do ciebie, by wszystko tracić! Straciłam tytuł, straciłam Wzgórze! Już nic nigdy nikomu nie oddam!!”

– Moja siostra obudziła smoka, ale potem sprawy wymknęły się spod kontroli – komentuje Nahir. – Jakby dała mu maskę, która pozwala rozmawiać z Tiamat to Tiamat przemówiłaby mu do rozumy, ale jak ona nie chce mu oddać, no to efekty są takie, że smok robi swoje. Dlaczego miałby słuchać Tiamat? Tiamat jest głęboko w Avernusie. Smok nie pożarł Dragicy, ale zamroził i porwał elfkę i poleciał do miejsca, o którym usłyszał lub znał.

Erika zakrada się do kajuty, w której Dragica pogrążona jest w hipnozie. Chce wykraść jej maskę daru rozmowy z Tiamat i sama z nią rozmawiać. I choć Dragica rozmawiała podczas snu ze smoczycą, nie ma przy sobie żadnej maski! W jaki sposób zatem się komunikuje? A komunikuje się z pewnością, bo Erika słyszała jej sen. Wyczuwała również obecność tu silnej magii wieszczenia. A zatem nie potrzebuje maski, by rozmawiać z Tiamat!

– Kiedy się urodziłem jako najstarszy syn w rodzinie Blackhammer to byłem pokryty ciemnymi plamami – ciągnie swój wywód krasnolud. – Pamiętasz jak wyglądałem? To było znamię Gorma Gulthyna, jednego z krasnoludzkich bogów. Przez długi czas myśleliśmy, że to dobra wróżba dla tej rodziny. Ale teraz gdy patrzę co stało się z jej członkami to już wiem, że to było przekleństwo od początku.

Gdy Erika zakradała się do kajuty Dragicy, nie było jej ochroniarza w pobliżu, smokowca V [krytyczny sukces – 20]. A zatem Dragica jest bezbronna. Można ją zabić we śnie i nikt nie zauważy.

Erika wyciąga sztylet gotowa poderżnąć jej gardło. Ich wróg stał się zbyt potężny. Ale teraz śpi i można skorzystać z okazji, by się go pozbyć…

Po chwili Erika opuszcza komnatę Dragicy.

Sztorm

Tymczasem na pokładzie trwa uporządkowany chaos – cała załoga uwija się jak w ukropie. Wkrótce sztorm uderzy. Krumn wydziera się na marynarzy. Wiwerna Dragicy skrzeczy niespokojnie. Smokowiec V każe przywiązać się do masztu. Szaleniec chce ściągnąć pioruny na siebie!

Gdy uderzają pioruny, on ściąga je na siebie. Widać jak elektryczność przechodzi po jego niebieskim pancerzu i z całą mocą wbija się w ciało pod nim. Stwór wydziera się w niebogłosy i wydaje się, że za chwile umrze. I rzeczywiście, ten doppelganger wyglądający jak drakon umiera.  Esencja zaklęta w pancerzu naładowana burzą wlewa się do pustego ciała, ale podatnego na formowanie się w dowolną istotę. Tak oto smok Valraun odradza się w ciele swego sługi. Zbroja, w którą zaklął swego ducha, rozpada się. Onaa zaś przybiera formę Smokowca.

Maska opada również z najemników Dragicy. Do tej pory mówiła, że lubi otaczać się smokowcami. Drakoni rzekomo trzymali się jej, gdyż ona rozmawia z Tiamat. Ale to nie żadne smokowce. To zwykłe, parszywe doppelgangery udające smokowce, a także koboldy i hobgobliny. Mają na sobie znoszony rynsztunek, pancerze osmalone od trafień czarami. Na ich pancerzach widać wymalowany niebieską farbą znak V. To maruderzy Valrauna! Niedobitki jego armii. Ponieśli klęskę w Bitwie o Candlekeep dziesięć lat temu. W tej bitwie padło niebieskie smoczysko Valraun.

Teraz na oczach bohaterów odradza się w ciele jednego z żołnierzy ze swej armii.

Nahir spogląda w mrok, spogląda na Valrauna [krytyczny pech – 1].

– Ta zbroja była kiedyś moja… – krasnolud przypomina sobie, jak wpływała niego, zmieniła jego charakter…

I Valraun spogląda w Nahira. Krasnolud śmiał oddać zbroję z jego esencją. Odrzucił ten dar. Smok nie mógł więc odebrać mu ciała. Ale teraz może go zabić! I zrobi to. Zabije Nahira przy pierwszej okazji.

Tymczasem sztorm się kończy, a statek cały oblepiony jest przywianym śniegiem. Morze wokół zmieniło się w lód i uwięziło statek.

 

Sojusz Whitepeaka z Blackhammerem

Pasażerowie na gapę ujawniają się przed Dragicą. Zgodnie z przewidywaniami Krumna nie wyrzuca ich za burtę na lodową pustynię. Po chwili Nahir i Dragica dogadują się, że ich cel podróży jest ten sam. Jednak Dragica nie wie czemu miałaby zabierać z sobą dodatkowych pasażerów. Nahir odpowiada jej:

– Chyba nie zamierzasz pokonać wszystkich strażników Svardborgu tymi obdartusami, którymi się otaczasz? Potrzebujesz prawdziwych wojowników. Tak się składa, że posiadamy doświadczenie w zabijaniu gigantów. Nie tak dawno temu pokonaliśmy jednego z ich półbogów.

– Uratowaliśmy też twój statek w czasie sztormu oraz twoją wiwernę.

To wystarcza, by przekonać Dragicę. Ona w swej głowie wykonała rachunek zysków i strat. I wyszło jej, że nie opłaca się jej stawać przeciwko bratu. Nie stanie przeciwko Nahirowi, gdy ten proponuje jej sojusz. Ich drugi brat Zoran popełnił ten błąd dwukrotnie i dwukrotnie przegrał. Ona już ma dosyć porażek. Jest złakniona wygranej.

– Taaak, tak się składa, że szykuję stare, dobre, krasnoludzkie oblężenie. Nie wiem ile giganciego ścierwa zalęgło się na szczycie góry.

Następnie Nahir i Dragica zawierają porozumienie odnośnie białego smoka. Dragica w zamian za pomoc w oblężeniu obiecuje przemówić Glazhaelowi do rozumu, aby uwolnił elfkę.

Dragica domaga się od Nahira rozmowy na osobności. Ten niechętnie, ale się zgadza.

– To są sprawy… chciałabym je nazwać „rodzinne”, ale ty przecież rodziną ze mną już nie jesteś, tak zdecydowałeś. Wcześniej chciałam cię przekonać, byś powrócił do Blackhammerów. Miałam w tym interes, bo poprzez to samo nazwisko stałabym się patrycjuszką jak ty. Potem rozmyśliłam się. Teraz sama dla siebie jestem rodziną. Mam smoka, więc nie muszę się na nikogo oglądać i od nikogo być zależna.

– Z tego co widziałem to twoją rodziną są przyssane do twoich cyców koboldy, hahahaha!

– Bracie, zostawiłeś mnie samą. Odebrałeś mi Zorana. Odebrałaś mi samego siebie. Jestem tylko ja i muszę sobie jakoś radzić. I radzę sobie nieźle. Zaczynałam od koboldów, a skończyłam na smoku.

– Czy tak to widzisz? Ja odebrałem ci Zorana? On wybrał ścieżkę, którą żaden krasnolud nie powinien był podążać.

– Myślisz że to dla mnie jakaś różnica z jakiego powodu zostałam sama, bez mych braci? Wy dwaj zostawiliście mnie, słyszysz? Myśleliście tylko o sobie. Żaden z was nie pomyślał o mnie. Dlatego teraz jesteś mi coś winny. Wzgórze. Wiem, że ty też masz na nie chrapkę. Ja jestem tutaj po to, by je zdobyć. A ty mi go nie odbierzesz. O nie, wzgórze będzie Blackpeak nie Whitepeak! Chcę, żebyś to wiedział, zanim cokolwiek się wydarzy. My Nahirze jesteśmy jak te dwa smoki. Ty smok srebrny – szlachetny, utytułowany, Patrycjusz już teraz. Ja jestem jak ten biały, głupszy, gorszy, pogardzany. Ale nie brak mi zawziętości. Ja jestem uparta Nahirze. Teraz płyniemy razem. I niech tak zostanie. Nie próbuj wchodzić mi w drogę.

– To co mówisz może kiedyś było prawdą. Nosiłem nawet pancerz zdarty z łusek smoka, którego sojusznikami się teraz otaczasz. Ale ja miałem w sobie dość siły, by odrzucić i smoczy pancerz i nazwisko, które ewidentnie pokryte były klątwą. I co? Teraz ja jestem Patrycjuszem. Tobie mogę życzyć tylko powodzenia, siostrzyczko, hahahaha!

Leosin Erlanthar

Pod pokładem awanturnicy napotykają celę, w której uwięziony półelf Leosin Erlanthar. Spotkali go w Elfiej Pieśni. Agent Harfiarzy gotów był poświęcić życie Liary Portyr jak zwykłego pionka, byle tylko zamachowiec ujawnił się i doprowadził go do Pająka, tajemniczej eminencji Wrót Baldura, która pociąga za sznurki, pozostając nieuchwytna. Twierdził, że od dawna próbuje dopaść Pająka i to może być jedyna szansa. Bohaterowie przeszkodzili Harfiarzowi w realizacji jego bezwzględnego planu, zajęli się ratowaniem Portyr, a zamachowiec uciekł.

Teraz zaś spotykają go tutaj, na statku, uwięzionego. Harfiarz twierdzi, że jest tu z własnego wyboru i sam dał się pochwycić i uwięzić. Na jego krzyżu wyryto napis „Ofiara dla Glazhaela”.

Bohaterowie opowiadają mu o tym, że Glazhael został przebudzony ze snu, porwał elfkę i ruszył na północ. Spotkali go, ale nie zachowywał się tak, jak sugerowała Miirym w swych listach do elfki. Zachowywał się jak bezrozumna bestia, rzucił się na nich bez ostrzeżenia, nie dając im nawet szans na ucieczkę.

Harfiarz opowiada o tym jak ponad dekadę temu inwigilował kult Valrauna. Wykrył, że niebieskie smoczysko szykuje się do ataku na Candlekeep. A Glazhael zamierza się przyłączyć w tym ataku do Valrauna, by uwolnić Miirym spod Candlekeep, gdzie odbywała karę zamiast niego. Glazhael gotów był sprzymierzyć się z Valraunem, byle uwolnić swą przybraną matkę.

Elranthar zapobiegł temu, nie dopuścił do spotkania Glazhaela z Valraunem. Nie chciał by dwa smoki walczyły razem, z jednym mnisi sobie poradzą, ale z dwoma? Musiał mieć jakiś sposób na Glazhaela, poznać go, jego motywy. Ze zdziwieniem stwierdził, że smoczyca, którą tak desperacko chce uwolnić Glazhael, jest srebrną, dobrą smoczycą. Dlaczego Glazhael chce ją uwolnić? Wtedy poznał jej historię, jak próbowała okiełznać dziką naturę białego smoka i uczynić go srebrnym. Przekazała mu nawet dar proroctwa należący do jego nienarodzonego brata, Isendrauga.

Harfiarz nie ufa bohaterom na tyle, by wyjawić im w jaki sposób podszedł Glazhaela, jaką ma słabość. Nie wyjawia jak odebrał mu Dar Isendrauga i zapobiegł jego sojuszowi z Valraunem. Nie mówi też jak to się stało, że potem Glazhael zasnął i od dobrej dekady spał, póki Dragica go nie przebudziła.

Nahir nie może wybaczyć Erlantharowi tego, że chciał by Liara Portyr zginęła. Nie kryje swej nienawiści do niego. Szydzi z niego wprost.

– Słowa nic nie kosztują. Dobre sobie, mistrz harfiarzy. Nie jest żadnym harfiarzem, a zwykłym oszustem. Nie ufam mu. Pozwolił zamordować kobietę, którą chroniłem. I to na moim weseli. Nie dajmy mu się otumanić. On chce nas wplątać w swoje plany. Może i jest na tyle potężny, by dać się uwięzić i potem samemu uwolnić. Ale z pewnością nie jest dobry.

Harfiarz cierpliwie znosi obelgi. Ale nie z ich powodu nie chce podzielić się swą wiedzą. Musi mieć pewność, że bohaterowie nie są po stronie Dragicy. Ją uznaje za największe zagrożenie. Dlatego jeżeli dobiorą jej maskę i przyniosą do niego, on w zamian powie im wszystko co wie. Wtajemniczy ich, w jaki sposób niewola u Dragicy ma go doprowadzić do Pająka. Gdyż to jest jego głównym celem – poznać jego tożsamość.

Farouk Hamaad

– Co tutaj robisz?

– Podążam za Dragicą, gdyż ona doprowadzi mnie do Tiamat. A Ty co tutaj robisz?

– I co, udało się się w końcu odebrać artefakt Dragicy?

– Artefakt Dragicy… A zatem już wiesz.

– Wiem. Pomogłeś jej w tym?

– Taaak, ale nie żałuję. I tak już dość zadzierałaś nosa. Wtedy w Małym Calimshanie dosyć twego ciągłego szpiegowania mnie i zaglądania mi do głowy. Byłaś zbyt potężna z tym darem, musiałem ci go odebrać. Zrozumiałem to tamtego dnia w Żmijowej Przeprawie jak powróciłaś ze Wzgórza. Byłaś o krok od zrobienia najgłupszej rzeczy o jakiej słyszałem. Chciałaś oddać swoją duszę w zamian za moją. Dar Isendrauga trafiłby do Mahadiego – wraz z twoją duszą, którą mu zaoferowałaś. O nie, ja nie mogłem pozwolić na to, by mój największy wróg Mahadi dysponował najpotężniejszą bronią przeciw mnie – tobą. Ja wtedy w nocy tam na Żmijowej Przeprawie ostrzegałem cię, byś tego nie robiła. Nie posłuchałaś mnie, więc zrobiłem to, co musiałem zrobić. Odebrałem ci dar, by chronić siebie przed Mahadim.

– To każdy z nas będzie robił to co musi robić.

Erika wychodzi. W komnacie Farouka robi się chłodniej niż na zewnątrz. A na zewnątrz, choć lodowato, to robi się gorąco, gdyż statek ugrzązł w krze na dobre.

– Poświęcę go przy najbliższej okazji – powie potem Erika do swych kompanów.

– Za każdym razem tak mówisz, a potem co?

– Weź mu przestaw myśli w głowie, żeby cię kochał tak naprawdę.

– Straciłam zainteresowanie jego myślami.

– Oh, zawsze jesteś dla niego zimna i może on chciał ci zaimponować wyruszając tutaj w tajemnicy? – zastanawia się Nahir. – Chciał wrócić ze smokiem. Ja bym tak zrobił.

– Uczynił Dragicę potężną – zrzyma się Erika.

– Dragica jest cwana. I rzeczywiście, może zdobyć potęgę. Mojemu bratu to się kiedyś udało. Może jej również. Ale my powinniśmy się skupić na tym co jest naszym celem. Nie to co jest ich celem.

 

Lodowa pułapka

Silna wichura w czasie nawałnicy nagromadziła lód wokół statku i oblepiła go z każdej ze stron. Statek zostaje uwięziony w krze lodowej niczym orzeszek w bloku czekolady. Patrząc z góry wygląda jak malutki rozbitek na środku ogromnej, białej, bezludnej wyspy. Statek już nie płynie, ale dryfuje, uwięziony przez krę.

Wszyscy otrzymują rozkaz od Krumna, żeby udać się na lód z piłami, dłutami, kilofami i wszelkimi narzędziami, które mogły okazać się przydatne przy wycinaniu ścieżki w krze. Ale nigdy nie udało jej się rozbić. Zawsze było tam zbyt wiele luźnych brył lodowych, pływających dokoła niej i marznących. Hamowały one kolejne wysiłki i osłabiały siłę wszelkich prób ruszenia statkiem

Potem zaś zaczyna się powolny, acz nieuchronny proces miażdżenia statku spowodowany ruchem lodów w stronę statku. Jest uwięziony między krami, które nacierają na niego. Trzaski i zgrzyty kry, a od czasu do czasu rozlega się grzmot, gdy runie jakiś ciężki blok lodu. Prócz tego ściskany ze wszystkich stron lód zdaje się dysponować niewyczerpanym niemal repertuarem innych dziwacznych dźwięków – szczęk, ryk, dudnienie, grzmoty, piski, a nawet jęki niczym zawodzenie starej kobiety.

Nahir zastanawia się jak można przyspieszyć dostanie się do Svardborgu. Proponuje odłączenie się od ekspedycji Dragicy, skoro statek i tak jest unieruchomiony. Rozważa wszelkie opcję, w tym calimszańską magię.

– Tkwimy tutaj cały dzień i posunęliśmy się ledwo ledwo. Ty też musisz być tym zmęczony Farouku, nieprawdaż? Jesteś potężnym czarownikiem. Umiesz przemieszczasz się z miejsca na miejsce. Nie potrafiłbyś nas teleportować do przodu?

– Potrafię, ale znam inny sposób. Dragica jest w posiadaniu sterowca. Może twoja siostra pozwoli ci nim polatać?

 

Valraun

Nahir któregoś dnia podchodzi do V. Nie wie, że on już nie jest doppelgangerem.

– Widziałem jak się przemieniłeś. Powiem ci tylko tyle. Ja kiedyś nosiłem to co teraz stało się częścią ciebie niczym brzemię na własnych barkach. I podpowiadam ci zmiennokształtny: nie uwierz za bardzo, że to daje ci potężną moc. Bo gdy kiedy spotkasz prawdziwego smoka, to wtedy te urojenia nie pomogą ci go pokonać.

Odpowiada mu smok Valraun, który tylko przybrał formę Smokowca:

– Ten, o którym mówisz okazał się być lepszym naczyniem dla mnie niż ty. Miękka glina. Łatwo było nadać jej kształt.

A zatem staje się to już w pelni jasne. Ten Smokowiec to smok!

Potem Nahir zagada do Dragicy. Ona jest złakniona kontaktu ze starszym bratem. Bardzo przeżyła jego odejście od rodziny, a potem jego bratanie się z tymi, którzy wyrządzili jej wielką krzywdę – Portyrami. Ona jest też bardzo naiwna. W zaproponowanym jej przez Nahira doraźnym sojuszu taktycznym ona upatruje coś o wiele ponad to – ponowne zawiązanie więzi rodzinnych. Łudzi się, że Nahir do niej wrócił.

– Te twoje koboldy… – wzdryga się Nahir. – Jak mogłaś zabrać kogoś takiego. Czy to jest ta armia Valrauna? Ale jedno muszę ci oddać. Podoba mi się, że złapałaś tego przemądrzałego harfiarza. Co zamierzasz z nim zrobić?

– A czemu chcesz to wiedzieć, co?

– Być może spotkałaś go na moim weselu. On zamierzał jedną z moich sojuszniczek złożyć na ołtarzu losu. Dlatego bawi mnie wyjątkowo, że on sam ma być złożony na ołtarzu. Ciekawi mnie to niezwykle. Co na niego szykujesz?

– Przez niego Valraun przegrał bitwę. On poróżnił Valrauna i Glazhaela.

– To ten harfiarz potrafił skłócić ze sobą dwa smoki? – niedowierza Nahir. – A kimże on jest? Dla mnie jest nikim. Jeżeli o mnie chodzi, z przyjemnością przyjrzę się jak oddajesz go smokowi na pożarcie. Ale w jaki sposób to, że on zje sprawi, że smoki przestaną się kłócić.

Dragica nie wie, że niebieskie smoki są cierpliwe w zadawaniu bólu swym ofiarom. Rozkoszuje ich odbieranie nadziei powoli i nigdy do końca. Śmieje się wtedy z ofiary, gdy już w końcu zada jej śmierć, jak ta nawet wtedy się łudzi. Nie ma dla niego nic gorszego niż to, że ofiara się podda, zrezygnuje z walki, przestaje wierzyć w swój ratunek. Wówczas znudzony i wściekły jak najszybciej niszczy i porzuca swą zabawkę.

A zatem nie chodzi tu o żadne pojednanie między smokami, a suchy prowiant dla Valrauna na podróż.

– Również srebrna smoczyca Miirym brała udział w tym spisku – kontynuuje Dragica. – Mój Glazhael kiedyś ją kochał, teraz nienawidzi. Ona dała mu dar Isendrauga, a gdy ten chciał przyłączyć się do Valrauna, poleciła Harfiarzowi odebrać mu go. Ja dekadę później wysłałam Farouka do Candlekeep, by zobaczył czy Miirym dalej go ma. Chciałam, by odebrał jej go. Lecz ona już go nie miała. Jakby spodziewała się tego i oddała komuś innemu. Ale Farouk wypełnił zadanie. Nie w Candlekeep. Później, w Małym Calimshanie. Zdobył Dar Isendrauga i przekazał go mnie!

– Nieźle to rozegrałaś! A wiesz, że jak spotkałem Miirym to obiecała mi, że wyjawi mi kiedyś, gdzie leży jej leże.

 

Gdy jedno oko się otwiera, drugie się zamyka

Erika wykrada maskę Valraunowi. To brakujący fragment ze skorupy jaja, z której miał wykluć się biały smok Isendrauga, brat Glazhaela, lecz został zgładzony uderzeniem młota Thryma. Gdy boski młot Matalotok miażdżył smoka i jego jajo, spowodował rekację mocy. Wyssał energię z umierającego smoka i przekazał ja na pękającą skorupę. I potem ta skorupa zachowała właściwości zarówno młota jak i smoka. Młota, czyli zasysania energii i przekazywania dalej oraz smoka czyli rozmawiania z Tiamat. Ale to Matalotok stworzył tę maskę.

Erika słyszy szept, gdy bierze element proroczej układanki do swych rąk:

Gdy jedno oko się otwiera, drugie się zamyka.

Maska wykonana ze skorupy sama w sobie nie posiada żadnych magicznych właściwości. Nie jest przeklęta, ani błogosławiona. Ona jest jak misa. Jak czara talentu. Ten przedmiot to tylko nośnik, przewodnik, przekaziciel.

Erika nieświadomie miała już tą maskę na sobie i to dwukrotnie. Raz w Candlekeep, nałożona bez jej wiedzy przez Miirym. Wówczas otrzymała Dar Isendrauga i mogła potem przepowiedzieć Mahadiemu Wielkie Proroctwo. Drugi raz w Żmijowej Przeprawie, również bez jej wiedzy, gdy Farouk zdjął z niej dar i następnie przekazał Dragicy, by nie dostał się w szpony Mahadiego.

Erika chce wyciągnąć moc z Dragicy, by przelać go na siebie. Farouk powstrzymuje ją.

– Ja ci go odebrałem i ja ci go przywróce.

Usypia Dragicę, nakłada na jej twarz maskę, ona zaczyna się dusić, po masce pełgają małe wyładowania, Farouk zrywa ją z twarzy krasnoludzicy i wciska na twarz diaboliny. I ta jak nie zaczerpnie oddechu…

Erika czuje w sobie wielką moc. Moc, która pozwoliła jej jedną wróżbą zniszczyć szacha Imbralyma w Małym Calimshanie. Lecz dopiero teraz wie, jak w pełni wykorzystać potencjał tego daru.

Gdyby Erika sama odebrała maskę, nie mogłaby rozmawiać z Tiamat. A to dlatego, że wcześniej nie przeszła jej prób. Nie zgodziła się na spalenie Candleekep w ramach zemsty za wygnanie jej siostry. Później z kolei nie wykorzystała okazji, by odebrać maskę Dragicy na weselu Nahira – wolała pomóc swym przyjaciołom z drużyny.

Ale to Farouk odbiera dar Dragicy i daje Erice. On za każdym razem przeszedł próbę Tiamat. Wtedy we Żmijowej Przeprawie zdradził swą przyszłą żonę, teraz zdradza swą sojuszniczkę. Farouk udowodnił smoczej bogini, że jest godny jej zaufania. Tiamat uwielbia oszustwa, manipulacje, zdrady. I teraz rozkoszuje się już czując ten ból, który wkrótce poczuje Dragica, jak tylko dowie się o zdradzie. Znów odebrano jest wszystko co cenne.

Farouk jest dumny z Eriki:

– Uznałem, że ty miałabyś opory przed przebudzeniem smoków. Zwłaszcza Valrauna. W tej roli doskonale sprawdziła się Dragica. Teraz, gdy smoki są już przebudzone, rola Dragicy jest już skończona. Wkroczyłaś na scenę w idealnym momencie. Odebrałaś jej maskę i nie zawahałaś się ani przez chwilę. Co za dramaturgia! Co za wyczucie czasu! Teraz możemy działać! Nigdy nie wątpiłem w ciebie. Jesteś o wiele potężniejsza od Dragicy. Ona nie zasłużyła na smoczy dar. Była tylko od brudnej roboty.

Erika czuje się podle z powodu tego jak Farouk ją traktuje. Nie ma ochoty odpowiadać mu.

Metamorfozy

Serafin Alef zapoczątkowuje sojusz między Rilsą Rael, a Leosinem Erlantharem:

– Pod pokładem uwięziono Mistrza Harfiarzy. Jest zbyt dumny, aby dać sobie pomóc. Twierdzi, że sobie świetnie radzi. Ale jest przykuty do krzyża. Może być z nim krucho, gdy zaczną się kłopoty. Przed nami walka i oblężenie. Od nas nie przyjmie pomocy. Może ją przyjmie od was? A wiem Rilso, że ty sama potrzebujesz sojuszników, gdy wrócić do Wrót. On jest wpływowy. Możecie sobie pomóc nawzajem. Niech niebiosa was prowadzą.

Wkrótce statek zacznie tonąć i Rilsa rzuci się na ratunek półelfowi.

Tymczasem Nahir zapoczątkowuje przemianę swej siostry:

– Widzę przecież, że coś cię trapi.

– Moja pani przestała do mnie przemawiać. Glazhael miał mi służyć… Ja już sama nie wiem co tutaj robię.

– Może to dla ciebie nie strata lecz szansa? Długo pozwalałaś jej powodzić sobą, ale w jakim celu? Nie znałaś jej dokładnych planów. Albo to jest część jej planu albo wykorzystała cię i porzuciła. A jeżeli tak, to znaczy że zaufałaś niewłaściwej bogini.

– Bogowie, których mogłeś wskazać mi ty… zabrałeś ich ode mnie wraz ze sobą. Bogowie z którymi poszedł Zoran prowadzą do zguby.

– Ja wielokrotnie uzyskiwałem moce lub traciłem je. Bogowie rozdają i zabierają wedle swego uznania. Teraz jesteś w trakcie misji. Nie możesz powiedzieć swoim koboldom, hobgoblinom i V, że nagle zawracasz bo straciłaś to co tobą prowadziło. Jesteś w potrzasku. Może twój dar wróci jeżeli wypełnisz misję. Ale jeżeli nie wypełnisz, może powinnaś się zastanowić komu tak naprawdę służyć. Ja zamierzam być półbogiem. Już jestem nieśmiertelny. Czy to nie byłoby wspaniałe rodzinne połączenie? gdybyś przejrzała na oczy i przestała służyć odległym stworom i ułudom. Krasnoludy zabijają smoki, a nie wysługują się nimi. Zawsze chciałaś być inna. Możesz być inna ze mną.

– Chcesz bym przyjęła nazwisko Whitepeak?

– Jeżeli chcesz porzucić to czym byłaś wcześniej, nie możesz trzymać się nazwiska naszego rodu, bo ono jest przeklęte. Jeżeli nie chcesz skończyć tak jak Zoran Blackhammer, musisz się przemienić Dragico. A gdzie lepsze miejsce i sposób by się przemienić w Whitepeaka, jeżeli nie pokonując białego smoka? Przemyśl sobie te słowa. Nie musisz mi dawać odpowiedzi. Może twoja bogini jeszcze do ciebie przemówi. Ale jeżeli nie, zastanów się z jakiego powodu to się stało.

 

 

Koniec podróży, początek wyprawy

Statek jest miażdżony. Umiera, jęcząc w agonii, ujęty w olbrzymie lodowe imadło. Kra gniecie statek, który wydaje niemal zwierzęce jęki, gdy lód przepoławia go.

Lód napiera i zatapia statek. Lód szturmuje od zewnątrz, żeby wedrzeć się do środka. Piętrzy się i zwala na pokład, przygniatając kadłub miażdżącym ciężarem. Ciężar ściąga przepołowiony i zawalony lodem statek w dół, wprost ku odmętom Morza Ruchomej Kry.

Przykryty śniegiem i lodem statek wygląda teraz jak biały smok, na którego zwaliło się kilku lodowych gigantów. Giganci duszą smoka, ten broni się starając złapać oddech, wyzwolić z dławiącego uścisku. Na darmo. Smok już nie wyrwie się z tej agonii.

– Zamarzniemy tu! – piszczą koboldy.

Oddział Valrauna złożony ze zgrai hobgoblinów i koboldów próbuje czmychnąć z zapadającego się statku niczym szczury. Ale ich dowódca Valraun gromi ich straszliwym spojrzeniem i to wystarcza, by zagonić tałatajstwo do roboty. Wiedzą, że jeżeli nie wydostaną wojennej machiny z pękniętego kadłuba statku, to ich nowy-stary generał gotów jest ich wszystkich własnoręcznie potopić.

Koboldy więc dwoją się i troją, nie mogą dopuścić, by kotły wygasły. Jednak koła tylko boksują w miejscu, grzęznąc w lodzie. Hobgobliny zaś ściągają po linach wielki wóz, ale śliska powierzchnia kry sprawia, że tylko wywracają się jeden za drugim, na próżno szukając oparcia dla nóg. Wóz nie posuwa się ani o milimetr dalej.

 

Dragon Cult Airship

Bohaterowie chcą uciekać z tonącego statku wzbijając się w powietrze. Wskakują do sterowca. To nie podoba się Valraunowi.

Dragica staje w rozkroku – trzymać się swych dotychczasowych sojuszy, dalej służyć Tiamat czy przyłączyć się do brata, który sam zostawił wszystko za sobą i teraz jej proponuje to samo?

Dragica nie wydaje rozakzu ataku na brata. Pozwala mu wsiąść do sterowca.

Valraun wyciąga w jej stronę swój palec niczym bosman, który wznieca bunt przeciw kapitanowi statku.

– Krasnoludzico! Straciłaś swój dar. Nie jesteś już Słuchaczką Tiamat. A to oznacza, że ja przestaję słuchać ciebie. Teraz ja przejmuje tutaj dowodzenie, a te tutaj ścierwo nie odleci stąd moim statkiem. Skuj ich!

– Nie. Dałam im krasnoludzkie słowo. Oni odlecą.

– W takim razie wpierw zginiesz ty, a potem oni.

Teraz to bohaterowie stają przed wyborem. Uciekać sterowcem czy zostać i ratować Dragicę przed Valraunem?

Bohaterowie są jednomyślni. Nigdy nie zostawiają swych sojuszników na pastwę wrogów.

 

Spis wydarzeń

  1. Nahir staje się nieśmiertelny
  2. Duch Valrauna odzyskuje ciało
  3. Erika odzyskuje dar rozmawiania z Tiamat
  4. Serafin zawiązuje sojusz pomiędzy Rilsą Rael, a harfiarzami
  5. Nahir odzyskuje siostrę i wraz z drużyną staje w jej obronie

Komentarz prowadzącego (koso):

Sesja przeciętna, ale końcówka znakomita. Erika zakrada się do kajuty Dragicy i odbiera jej dar pozwalający na rozmowy z Tiamat! Jakie to mocne! Do tej pory Erika rezygnowała z pokus Tiamat, gdyż kolidowało to z planami reszty drużyny. Teraz postanowiła zaryzykować. A ryzykowała wiele. Gdyby jej się nie udało, Dragica kazałaby zaatakować bohaterów i nigdy nie doszłoby do kolejnej sceny, w której Nahir zmienia Dragice z nemesis w sojusznika. Erice jednak ryzyko się opłaca, odzyskuje dar.

Przy okazji na jaw wychodzi zdrada Farouka. To on pozbawił ją jej mocy, by przekazać tę moc Dragicy. Odbierając dar Erice uznał, że tylko Dragica ma w sobie dość zła, by przebudzić smoka. Erika do tej pory odmawiała posługi Tiamat. Poza tym to było wtedy, gdy Erika chciała oddać swą duszę wrogowi Farouka – Mahadiemu. Farouk oczywiście nie mógł na to pozwolić. Choć to ostatecznie Erika robiąc to ratuje Farouka, a nie on sam siebie, odbierając dar Erice by nie trafił do Mahadiego… Czyn Farouka był również reperkusją wszelakich prób grzebania mu w głowie przez Erikę.

Tyle że to przeszłość. Na tej sesji Farouk miał dokonać skruchy (o ile ten pyszałek jest do niej zdolny) i pomóc Erice odzyskać dar od Dragicy. Ostatecznie Erika czyni to sama, on jej tylko asystuje, robiąc to bez jej zgody. Ona mu tego co zrobił już nie wybaczy. Spełniło się tym samym intro z wcześniejszej sesji. Erika miała go znienawidzić i znienawidziła.

Gosia była bardzo niezadowolona z tej sesji. Farouk ją zirytował. „Jak zginie albo będzie na skraju życia i śmierci to niech po prostu zdechnie. Ja mu nie pomogę umrzeć, ale też nie zrobię nic, żeby go ocalić.” Jej słowa okażą się prorocze :)

Kolejny irytujący typ to harfiarz. Bohaterowie nie dogadują się z nim. Za to Serafin wpada na znakomity pomysł, by użyć harfiarza do wzmocnienia Rilsy Rael. Tym samym daje mi furtkę, przez którą mogę wycofać obydwie postaci z kampanii, gdyż nie ma już dla nich miejsca.

A to dlatego, że Nahir decyduje się grać na Dragicę. Udało mu się ją przekonać do siebie. Z głównego wroga tego segmentu staje się sojusznikiem. Wszystko wywrócone do góry nogami. Ja się bardzo cieszę, bo uwielbiam takie zaskoczenia.

Dlatego finał Eriko-Dargicowy, Serafino-Rilso-Harfiarzowy i Nahiro-Dragicowy znakomity. Gracze zrobili sesję, ja nie jestem już potrzebny, czyli tak jak być powinno.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.